Fot: Mars One
Fot: Mars One
Przeszło tysiąc osób zostało po selekcji jaką zrobiła holenderska firma Mars One. Chodzi o wyprawę na Marsa, która budzi wiele kontrowersji. Czworo osadników ma na Czerwonej Planecie zostać do końca życia. Wśród tych, którzy się zakwalifikowali jest kilku Polaków a m.in. pani Aleksandra Granat, 48- letnia mieszkanka Sosnowca oraz Maciej Józefowicz z Warszawy. Co skłoniło ich do podjęcia takich decyzji? Pani Aleksandra 10 lat temu miała pewny sen. Jak mówi: - Byłam w tym śnie na planecie, gdzie niebo było różowe, ziemia czerwona. Miałam świadomość, że to jest wielki świat, ja jestem tam sama i tak będzie już zawsze. Skoro więc firma Mars One wystartowała ze swoją inicjatywą, pani Aleksandra długo się nie zastanawiała. Co na to rodzina? - Mam świadomość, że to podróż tylko w jedną stronę i powrotu nie będzie. Dzieci to akceptują, ale mąż zaczyna się trochę niepokoić - mówi. Co skłoniło ją do opuszczenia rodzimej planety? - Nie zmęczyło mnie życie na Ziemi, ale ludzie, którzy tu są, dla których liczy się tylko pieniądz. A tam, w miejscu, gdzie nikogo wcześniej było, życie będzie najważniejszą wartością. I to dla mnie najważniejsze. Cieszyłaby się bardzo, że mogę w tym brać udział - wyjaśnia pani Aleksandra. Jedyne co trochę ją przeraża to fakt, iż podróż będzie nieubłaganie długa i męcząca. To mogłoby się w rzeczywistości okazać najmniejszym problemem, z jakim przyszłoby jej się zmierzyć. Drugim, naszym rodakiem, który przeszedł selekcję jest dużo młodszy od mieszkanki Sosnowca, Maciej Józefowicz. On także godzi się na to, by zostać do końca swoich dni na obcej, pustej planecie. O tym, jak wyobraża sobie marsjańskie życie, pytał go dziennikarz Michał Zieliński. Poniżej rozmowa.

Michał Zieliński: Co pana ciągnie na Marsa?

Maciej Józefowicz: Ciekawość. Chcę zobaczyć, jak to wygląda. Być może będzie to coś nowego - coś, czym niewielu ludzi w swoim życiu może się pochwalić, że czegoś takiego spróbowało, doświadczyło, że do takiej przygody w ogóle podeszło.

Ma pan naturę badacza, naukowca czy awanturnika?

Bardziej naukowca niż awanturnika. To jest dla mnie przede wszystkim intelektualna przygoda, wyzwanie. Pomyśleć o tym, o czym normalni ludzie nie myślą. Spróbować czegoś, co dla ludzi jest niewyobrażalne, na co dzień.

A gdzie pan mieszka?

W Warszawie. Na Bielanach, Chomiczówce.

Co pan widzi ze swoich okien?

Drzewa i parking samochodowy. To nie jest jakiś szczególnie epicki widok.

Nie będzie go panu żal, jeżeli pan poleci i - o ile tam będą okna - będzie pan widział tylko skały, czerwone, jak się można domyślać?

Myślę, że parkingi i drzewa widzą w tym momencie miliony ludzi na świecie. Natomiast czerwone skały na Marsie mało kto ma szansę zobaczyć.

Światowe media pisząc o tym przedsięwzięciu, często używają w tytule określenia: "one way ticket". Czy pan się z tym liczy? Że ten bilet będzie tylko w jedną stronę?

Liczę się, ale na razie staram się tym nie martwić. Po pierwsze dlatego, że jeszcze zostało dużo czasu. W razie czego mam jeszcze całkiem sporo lat tutaj do przeżycia na Ziemi, całkiem ciekawych lat. A po drugie myślę, że przez te 10 lat, które jeszcze mamy do momentu wystrzelenia pierwszej rakiety, ewentualnie ta technologia może rozwinąć się na tyle, że kiedyś, w jakiejś perspektywie, to będzie "two way ticket". Że druga rakieta jeszcze po mnie przyleci.

Czy brał pan pod uwagę to, że założenie ziemskiej rodziny może kolidować z tymi planami? A wobec tego, czy brał pan pod uwagę możliwość, by rodzinę założyć w wersji marsjańskiej dopiero?

Zależy jeszcze, z kim będę na Marsie. Pewne rzeczy uczuciowe staną się konieczne, siłą rzeczy...

...No to będzie chyba w założeniu, żeby czynić sobie Mars poddanym...

Przynajmniej kiedyś, jak jakieś marsjańskie księgi powstaną, to będą o nas pisać, jako o Adamie i Ewie.

No tak, tylko nie lecicie we dwójkę, tylko na początku już mają być 4 osoby, czyli to będzie dwóch Adamów i dwie Ewy.

No tak, ale zawsze lepiej być jednym z kilku niż z miliona.

Do tego przedsięwzięcia zgłosiły się dziesiątki tysięcy ludzi, przynajmniej tak organizator twierdzi. Obecnie zostały wyselekcjonowane setki. Jak wyglądał ten proces selekcji? Czym pan wygrał z innymi kandydatami?

Musiałem wypełnić kwestionariusz osobowy, napisać parę zdań o sobie o tym, czy się nie boję tej wyprawy i zerwania kontraktu z Ziemią do końca życia, czy nie będzie mi przeszkadzała praca w odosobnieniu i wśród ludzi z różnych kultur. Musiałem też nagrać krótką prezentację wideo. Potem musiałem przedstawić zaświadczenie lekarskie - takie standardowe badanie, które miało potwierdzić, że jestem zdrowy. Wystawił je lekarz pierwszego kontaktu. Teraz czekam na kolejny etap - mają dać znać na wiosnę.

Jak ma wyglądać kolejny etap?

O tym jeszcze nie wiem.

Kolejnym etapem eliminacji ma być 'reality show' - będziecie umieszczeni na pustkowiu w Chile, gdzie zostaną stworzone warunki podobne do marsjańskich i gdzie będą umieszczone kamery, wzorem programu Big Brother.

Tak, też o tym słyszałem. Natomiast nie wiem, jak bardzo jest to odległe.

Nie zna pan szczegółów?

Wiem, że ma to być na którymś etapie rekrutacji, ale nie wiem, którym z kolei: czy na tym, czy następnym.

A czy pan coś płacił, żeby się zapisać do tego towarzystwa marsjańskiego?

Tak, w przeliczeniu na polskie pieniądze, to ok. 100 zł. Pomyślałem, że nie jest to na tyle wysoka kwota, żeby nie spróbować. Zdaję sobie sprawę, że to jest mało prawdopodobne, ale z drugiej strony nie wydaje mi się, żeby było to jakieś mniej prawdopodobne od wygrania "szóstki" w "totka", a jednak miliony ludzi w Polsce w to gra. Moje zachowanie nie jest dużo mniej racjonalne od nich.

Wołałby pan wygrać lot na Marsa czy wygrać miliony w totka?

Wolałabym wygrać los na Marsa.

Jak pan sobie wyobraża życie na Marsie?

Warunki dosyć spartańskie - mam nadzieję, że ich unikalność i wspaniałe krajobrazy jakoś mi to wynagrodzą.

Mógłby pan opisać marsjańskie obrazy ze swojej wyobraźni?

Rząd takich wąskich cylindrów, w których znajdą się kajuty - kabiny mieszkalne. Te cylindry będą położone w dolinie skalistej na czerwono-brązowej dolinie pod czerwonym niebem. Czerwień i brąz - to takie dwa główne marsjańskie kolory. Krajobraz zawsze będzie wyglądał podobnie: dużo skał. Dzień na Marsie nie różni się od dnia ziemskiego, rok jest prawie dwa razy dłuższy.

A ile księżyców na niebie?

Dwa, ale małe. Nie są to tak spektakularne księżyce jak ten ziemski. Tam jest czystsza atmosfera - lepsze warunki do patrzenia na gwiazdy.

Spacery?

Te tylko w kombinezonie - przynajmniej na razie. Tam jest zbyt niskie ciśnienie.

A jak będzie wyglądał dzień?

Pewnie będzie wypełniony jakąś pracą - pewnie naukową, jakimiś badaniami, mającymi na celu lepsze zrozumienie Marsa. I zastanowienie się, jak przystosować Marsa do zasiedlenia przez większą liczbę ludzi. Tak, żeby to nie było pojedyncze osiedle jak nasze, ale kolonia na setki tysięcy osób.

Kto zbuduje pierwsze osiedle; wy sami czy roboty?

Najpierw mają zostać wystrzelone rakiety bezzałogowe, które mają sprowadzić całe wyposażenie - razem z modułami zapasowymi. I pewnie w razie potrzeby trzeba będzie coś zbudować swoimi rękami, ale my tam mamy przylecieć, jak wszystko będzie gotowe.

Dlaczego ludzkość - pana zdaniem - interesuje się Marsem? Co takiego możemy tam znaleźć?

Przede wszystkim Mars jest - my na niego możemy polecieć. To jest impuls do wzmożenia wysiłków, postępu w nauce i technologii, dzięki której ta podróż stanie się możliwa. Moim zdaniem człowiek, żeby mógł się rozwijać, musi mieć przed sobą jakieś granice, które musi przekraczać. Jeśli ich nie będzie - jeśli na stałe zamkniemy się na jednej planecie, to postęp ustanie. A my zgnuśniejemy. A wizja podróży na Marsa i kolonizacji Kosmosu to jest to sposób, żeby człowiek rozwinął skrzydła. I żeby mózg ludzki był stymulowany do coraz większych osiągnięć, które przydadzą się nam nie tylko w Kosmosie, ale także i tutaj na Ziemi.

Źródło: rmf24



  • Zgłoś: Nadużycie
  • Numer artukułu: 1896
  • Utorzony: 14-04-2014, 19:14:39, CEST przez: gosia
  • Ostatnia modyfikacja: 14-04-2014, 19:14:39, CEST przez: gosia
  • Odsłon: 3230 ( z czego 1 - w ostatnich 24h)